Jurij Ustinow: piosenki bez melodii (2)

Do części piosenek Jurija Ustinowa melodia się nie zachowała, czasem w ogóle jej nie było. Ponieważ Jura nie znał nut każdą piosenkę musiał zapamiętać. Piosenki, które stawały się popularne wchodziły w pamięć innych wykonawców i miały większe szanse na przetrwanie. Te, które były mniej popularne zostawały zapominane i po dłuższym czasie sam autor nie pamietał do nich melodii. Poniżej zostały zamieszczone piosenki zapomniane lub wiersze „bez melodii” (z tłumaczeniem na język polski).

Нет на пасеке пчёл – только солнце и ветер

Нет на пасеке пчел - только солнце и ветер.
На зеленом пригорке - остатки жилья,
И заброшенный сад одичалым наполнился светом,
И морковной травою застыла на грядках земля.

День прозрачен и сух - он оглох от безделья и скуки,
От незрячих камней и от гулкого щебета птиц.
Напрягается слух, тишина опускается в руки,
Состоящая из журавлей и синиц.
Напрягается слух, тишина опускается в руки,
Состоящая из журавлей и синиц.

1974

Nie ma w pasiece pszczół – tylko słońce i wiatr.
Na zielonym pagórku – pozostałości domu,
I opuszczony sad, co wypełnił się zdziczałym światłem,
A ziemia na grządkach zastygła marchewkową trawą.

Dzień przejrzysty i suchy – ogłuchł od bezczynności i nudy,
Od ślepych kamieni i od gromkiego świergotu ptaków.
Wyostrza się słuch, cisza opada w dłonie,
Z żurawi i sikorek.
Wyostrza się słuch, cisza opada w dłonie,
Z żurawi i sikorek.

1974

Опять баюкают по грозе

Опять баюкают по грозе
знакомые голоса.
Спаси меня, Господи, от друзей
с врагами я справлюсь сам.

Спаси мою жену от меня
сочувствуя и любя
и всех друзей, что придумал я
спаси от самих себя.

Znów nas usypiają przed burzą
znajome głosy.
Uratuj mnie, Panie Boże, od przyjaciół,
z wrogami sam sobie poradzę.

Uratuj moją żonę przede mną,
współczując i kochając,
i wszystkich przyjaciół, których wymyśliłem,
uratuj przed nimi samymi.

Парусник

Я не сплю на берегу,
Я заснуть не могу.
Там уходит мой корабль
Славный.
Тронет ветер свысока
Золотые облака,
И поднимет паруса
Главный.

Парусник, мой Парусник -
Волшебная Страна,
Мой Парусник, мой Парусник
Уходит без меня.

По рассветному лучу
Я его догнать хочу,
Подтянуться на руках
К борту.
Подтянусь и помолчу,
И ладони отпущу,
И тихонько опущусь
В воду.

1959

Nie śpię na brzegu,
Nie mogę zasnąć.
Tam odpływa mój statek
Wspaniały.
Muśnie wiatr z wysoka
Złote obłoki,
I podniesie żagle
Kapitan.

Żaglowiec, mój Żaglowiec –
Zaczarowany Kraj,
Mój Żaglowiec, mój Żaglowiec
Odpływa beze mnie.

Po pierwszym promyku brzasku
Chcę go dogonić,
Podciągnąć się na rękach
Do burty.
Podciągnę się i pomilczę,
I dłonie rozluźnię,
I cichutko osunę się
W wodę.

1959

Привет, костлявая! Не рано ли пришла

Привет, костлявая! Не рано ли пришла
не знаешь что ли - мне отпущен три месяца
пока последние друзья не перебесятся
пока душа моя не треснет пополам

Я говорить с тобой о жизни не хочу
а говорить с тобой о смерти бесполезно
не знать тебе, какие явятся болезни
когда последние я строчки застрочу.

Какому лесу поклонюсь в последний час
каким огнём последний раз опламенею
какая женщина заплачет, а над нею
родится мерное дыхание луча.

Witaj, kostucho! Nie przyszłaś zbyt wcześnie?
nie wiesz, czy co – mam jeszcze trzy miesiące,
póki ostatni przyjaciele się nie wściekną,
póki moja dusza nie pęknie na pół.

Ja mówić z tobą o życiu nie chcę,
a mówić z tobą o śmierci jest bez sensu,
nie wiesz, jakie pojawią się choroby,
kiedy ostatnie linijki nakreślę.

Któremu lasowi pokłonię się w ostatniej godzinie,
jakie ognisko ostatni raz światło na mnie rzuci,
która kobieta zapłacze, a nad nią
narodzi się spokojny oddech świetlnego promienia.

Помяни меня у лета на краю

Помяни меня у лета на краю,
Баю-бабочкино детство-мотылек,
Баю-бабушкина песенка-баю,
Я у лета на краю на краю на землю лег.

Не увидел, не услышал, не узнал,
Помяни меня такого все равно,
Злом добро не отличишь ли ото зла,
Коли я тебе не близкий, не родной.

Только вечная река во мне течет,
Повороты знаю все наперечет,
Меж травою родниковою стою,
Помяни меня у лета на краю.

27 сентября 1982

Pamiętaj o mnie na skraju lata,
Baju - motylkowe dzieciństwo - motylek,
Baju - babcina piosenka - baju,
Ja na skraju lata, na skraju
Położyłem się na ziemię..

Nie widziałeś, nie słyszałeś, nie znałeś,
Zapamietaj mnie takiego mimo to,
Czyż złem nie odróżnisz dobra od zła,
Skoro nie jestem ci ani bliski, ani rodzina.

Tylko wieczna rzeka we mnie płynie,
Wszystkie jej zakręty znam na pamięć,
Stoję pośród traw u źródła,
Pamiętaj o mnie na skraju lata.

27 września 1982

Там, за синей полночью (z dedykacją Igorowi Staszewskiemu)

Там, за синей полночью,
тихий звон копыт.
По небу на помощь мне
звёздный конь летит.

Самому не справиться:
слишком труден бой.
Может, он останется
до весны со мной.

До капели солнечной,
до грядущих бед.
Там, за синей полночью,
грезится рассвет.

Январь 1973

Tam, za błękitną północą,
słychać cichy dźwięk kopyt.
To po niebie, gwiaździsty koń
mi na pomoc biegnie.

Sam sobie nie poradzę:
bój będzie zbyt ciężki.
Może pozostanie ze mną do wiosny?

Do słonecznej odwilży,
do rosnącej fali nieszczęść.
Tam, za błękitną północą,
marzy mi się świt.

Styczeń 1973

Мой вечер (z dedykacją В.О.)

Как ты за дымкой лет теперь далек,
Мой вечер.
Не думал я, что век мой над землей
Так скоротечен.
Ловлю губами полупамять,
И ускользающей звездой -
Твое дыханье надо мной,
Мой вечер.

Молчит ночной орган во все века,
До встречи.
Как просто зреют из сугробов облака,
Ветвятся реки.
И в доме номер до минор
Под однострунный приговор
Прохладной песней на лицо -
Мой вечер.

Был добрый берег, а вдали,
под колокольцами сверчков
Шаги рождались...

1974

Jaki daleki teraz jesteś za mgłą lat,
Mój wieczorze.
Nigdy nie myślałem, że moje życie nad ziemią
Tak ulotne.
Łapię wargami półpamięć,
I umykającą gwiazdą –
Twój oddech nade mną,
Mój wieczorze.

Milczy nocny organ przez wszystkie wieki,
Do zobaczenia.
Jak prosto dojrzewają z zasp obłoki,
Rozgałęziają się rzeki.
I w domu numer d-moll
Pod jednostrunnym wyrokiem
Chłodną pieśnią na twarz –
Mój wieczorze.

Był dobry brzeg, a w oddali,
przy akompaniamencie świerszczy
Kroki się rodziły…

1974

От дома до дома дымок

От дома до дома дымок.
Ах, если б я мог,
Когда был молодым, -
От дома до дома - как дым.

Вот так и состаримся врозь.
На станции Лось
И хребте Коберше
Никто нас не встретит уже.

Ничто никогда не сбывается, кроме прощанья.
И память ко мне придирается, дав обещанья.
Я смирно дышу, не любя,
И книжку держу про тебя.
И слышу за нею совхозных продуктов урчанье.

Давай телефонить судьбе:
Ты - мне, я - тебе,
Чтобы таял наш страх
На встречных коротких гудках.

Давай убегать, кто куда, -
Огонь и вода,
Или пар, или дым.
Ах, если б я был молодым...

Od domu do domu dymek.
Ach, gdybym mógł,
Kiedy byłem młody, –
Od domu do domu – jak dym.

A tak zestarzejemy się osobno.
Na stacji Łoś
I na górskim grzbiecie Kobiersze
Nikt nas już nie spotka.

Nic, nigdy się nie spełnia, oprócz pożegnań.
I pamięć czepia się mnie, złożywszy obietnice.
Spokojnie oddycham, nie kochając,
I trzymam książkę o tobie.
I słyszę za nią kołchoźnych produktów pomrukiwanie.

Zadzwońmy do losu:
Ty – do mnie, ja – do ciebie,
Żeby topniał nasz strach
Gdy mijamy się w drodze.

Uciekajmy, kto gdzie może, –
Ogień i woda,
Albo para, albo dym.
Ach, gdybym młody był ...

Пойдем с тобой по улицам Варшавы (z dedykacją Januszowi Korczakowi)

Пойдем с тобой по улицам Варшавы
Туда, где Януш кислую капусту
Ребятам вез, спеша, на тачке ржавой.

Высоко улетали прихожане,
И в старых храмах становилось пусто,
Лишь свечные огни во тьме дрожали.

Пойдем со мной, один я не увижу,
Ты тоже без меня понять не сможешь:
Он за руку со мной из гетто вышел.

Скажи, зачем там пулемет на крыше,
И кто привел к нам в город эти рожи?
...А мы летим над крышами все выше.

Ладошку приложи - увидишь лучше:
По душам не строчат из пулемета.
Уже почти в зените наши души,
И все у них для долгого полета.

...Будите нас, как будят по утрам.

Май 1984

Pójdziemy razem ulicami Warszawy
Tam, gdzie Janusz kiszoną kapustę
Wiózł dzieciakom, w pośpiechu, zardzewiałą taczką.

Wysoko wzbijali się parafianie,
I w starych świątyniach robiło się pusto,
Tylko świec płomienie w mroku drżały.

Chodźcie ze mną, sam nie zobaczę,
Ty też beze mnie zrozumieć nie zdołasz:
Prowadząc mnie za rękę wyszedł z getta.

Powiedz, po co tam na dachu karabin maszynowy,
I kto przyprowadził do naszego miasta te wstrętne mordy?
...A my lecimy ponad dachami coraz wyżej.

Daj rączkę – lepiej zobaczysz:
Po duszach nie strzelają z karabinu maszynowego.
Nasze dusze już prawie w zenicie,
Są przygotowane na długi lot.

...Budźcie nas, jak budzą o poranku.

Maj 1984

Пускай дома сутулятся

Пускай дома сутулятся
и небо хмурит брови
пусть вечерами в окнах
телевизоры свистят.
Я выхожу на улицу,
я дом весёлый строю
и на углу негаданно
встречаю вдруг тебя.

Ты чудное мгновение,
ты мой апрельский ветер.
Давай поедем в сказку
на трамвае "45".
А может быть придётся
по берёзовому лету
под песенку кузнечика
тропинками шагать.

И мне совсем не кажется,
что я тебя придумал,
что это только песенка,
которую поют.
Я выхожу на улицу,
апрельский ветер дунул,
давай сегодня встретимся,
ну, хоть на пять минут.

Niechaj domy się garbią
i niebo brwi marszczy
niech wieczorami w oknach
telewizory świszczą.
Wychodzę na ulicę,
i buduję wesoły dom
i na rogu niespodziewanie
spotykam nagle ciebie.

Jesteś cudowną chwilą,
Mój kwietniowy wietrze.
Chodź, pojedziemy do bajki
tramwajem "45".
A może przyjdzie nam
po brzozowym lecie
w rytm piosenki polnego konika
ścieżynami kroczyć.

I wcale mi się nie wydaje,
że ciebie wymyśliłem,
że to tylko piosenka,
którą śpiewają.
Wychodzę na ulicę,
zawiał kwietniowy wiatr,
spotkajmy się dzisiaj,
Chociażby na minut pięć.

Он вставил ключ в пупок и повернул

Он вставил ключ в пупок и повернул,
загрохотала адская машина.
И все вокруг, кто ниже заглянул,
увидели - он больше не мужчина.

В какую баню путь ему держать,
чтоб в шайке от стыда не утопиться
и пол какой к груди ему прижать
и из чего в конце концов пописать.

Морали нет - осталась у друзей
в душе их,- чистой и бездонной фляге
и верит басням каждый ротозей
когда они на гербовой бумаге.

Włożył klucz w pępek i przekręcił,
zagruchotała piekielna maszyna.
I wszyscy wokół, kto spojrzał niżej,
zobaczyli – już nie jest mężczyzną.

Do jakiej łaźni ma iść,
żeby ze wstydu w cebrze się nie utopić,
i jaką płeć może przycisnąć do piersi,
i czym, przede wszystkim, wysikać się.

Moralności nie ma – została u przyjaciół,
w ich duszy – czystym i bezdennym bukłaku.
Każdy roztrzepaniec wierzy bajkom,
gdy zobaczy je na herbowym papierze.

Подсказывает сердце близкий вечер

Подсказывает сердце близкий вечер,
Придуманных картинок полон дом.
Заснул мой настоящий человечек,
Желания оставил на потом.

А письма - чем старей, тем горше светят,
Смириться бы, не думать, что к чему;
Пусть птицы надрываются о лете -
Мы плакали когда-то по нему.

Опять узлом сплетаются дороги,
И ключ к нему - за тридевять земель -
Простуженный, глазастый, длинноногий
На землю пробирается Апрель.

1960-1961

Podpowiada serce, że wieczór blisko,
Wymyślonych obrazków pełen dom.
Zasnął mój prawdziwy człowieczek,
Życzenia zostawił na potem.

A listy – im starsze, tym słabiej świecą,
Trzeba by się z tym pogodzić,
nie myśleć, co do czego;
Niech ptaki świergocą o lecie –
Kiedyś płakaliśmy za nim.

I znowu węzłem splatają się drogi,
A klucz do niego – za siedmioma górami –
Przeziębiony, z wybałuszonymi oczami, długonogi
Na ziemię przedziera się Kwiecień.

1960-1961

Пожалуйте на берег. Он чист и удлинён

Пожалуйте на берег. Он чист и удлинён
Там чёрные деревья толпятся с трёх сторон.
Там, напрягая звёзды, темнеют небеса
и в глубине озёрной покой на полчаса.

Потом возникнет лодка в проходе тростника,
а к этой лодке ловко протянется рука
и лодки нос умело потянет и прижмёт.
Пойдём, посмотрим смело, кто нас сегодня ждёт.

Он скажет нам, что тонет, и ложь его свята,
и мокрые ладони положит на борта.

1974

Przyjdźcie na brzeg. Jest czysty i na uboczu.
Tam, czarne drzewa tłoczą się z trzech stron.
Tam, skupiając gwiazdy, niebiosa ciemnieją,
a w głębi jeziora spokój na pół godziny.

Potem pojawi się łódka pomiędzy trzcinami,
I do tej łódki zwinnie wyciągnie się ręka,
I dziób łodzi zręcznie pociągnie i przyciśnie.
Chodźmy, popatrzymy odważnie, kto na nas dziś czeka.

Powie nam, że tonie, i jego kłamstwo jest święte,
i położy mokre dłonie na burcie.

1974

Прощание с „Истрой”

Над листвою мерцает голубая звезда,
И взрываются искры, как последний салют.
Мы прощаемся с "Истрой", в этот раз навсегда,
Мы уходим в последний, самый трудный маршрут.

Все, ребята, останется, все уйдет с нами вдаль,
И знакомую песню мой друг засвистит.
Но на дно опускается наш зеленый корабль,
И последнюю вахту так трудно нести.

Будут разные страны, будет весь белый свет,
Непролазные чащи и неба простор.
Мы вернемся, усталые, через тысячу лет
И на этой поляне поставим костер.

1967

Ponad liśćmi migocze błękitna gwiazda,
I wybuchają iskry, jak ostatnia salwa.
Żegnamy się z "Istrią", tym razem na zawsze,
Wychodzimy w ostatnią, najtrudniejszą trasę.

Wszystko, chłopaki, pozostanie,
Wszystko odejdzie z nami w dal,
I znajomą piosenkę zagwiżdże mój przyjaciel.
Lecz na dno opada nasz zielony statek,
Dlatego ostatnią wahtę tak trudno jest pełnić.

Będą różne kraje, będzie cały ogromny świat,
Nieprzebyte chaszcze i przestwór niebios.
Wrócimy, zmęczeni, za tysiąc lat
I na tej polanie rozpalimy ogień.

1967

Разобьётся окно, в трубах ветер завоет

Разобьётся окно, в трубах ветер завоет
в бестолковой ночи загудят провода
ты склонись надо мной, склонись надо мной
чтобы мне после смерти приснилась звезда.
Я пойду вслед за нею, и стану огромным,
я закрою полмира от бед и обид.

Я думаю, что вас не утомлю
я сам хочу быть короток и кроток
я сам мечтаю, как свести к нулю
полтыщи ерунду орущих глоток.

И чтоб её ... ни на поток,
Ни по утрам, ни к ночи, ни в дорогу
чтоб ни один осиновый листок
чтоб ни один осиновый листок
от тишины свалившейся не дрогнул.

Rozbije się okno, w kominie wiatr zawyje
niepojętą nocą zahuczą przewody
pochyl się nade mną, pochyl się nade mną
żeby mi po śmierci przyśniła się gwiazda.
Pójdę w slad za nią i stanę się ogromny,
ochronię pół świata od nieszczęść i krzywd.

Myślę, że was nie zanudzę
sam chcę być krótki i łagodny
sam marzę, jak sprowadzić do zera
półtysiąca gardeł drących się wniebogłosy.

I żeby jej ... ani na potok,
Ani rankami, ani przed nocą, ani w drogę
żeby ani jeden osikowy listek
żeby ani jeden osikowy listek
od ciszy, która opadnie, nawet nie drgnął.

Treści powiązane: Jurij Ustinow: piosenka autorska |  Katalog piosenek Jurija UstinowaPlamka słonecznego światła  | Album rodzinnych fotografii | Rondo dla Koriażki | Wrogowie TropyDusze zabawek | Bez melodii: 1/ 2/ 3/
Linki zewnętrzne: Ostatnie konto Jury na Telegramie | „За того парня” – blog poświęcony Tropie na livejournal.com | Archiwum filmów TROPY na YouTube | Archiwum utworów w wykonaniu Jurija Ustinowa u Iriny Slesariewej (Ирина Слесарева) | Wiersze i słowa piosenek Jurija Ustinowa na bards.ru | „Niezamietki” – twórczość literacka Jurija Ustinowa na samlib.ru | Obszerne archiwum tekstów piosenek Jury na bard.ru | Teksty piosenek na lib.ru