Do części piosenek Jurija Ustinowa melodia się nie zachowała, czasem w ogóle jej nie było. Ponieważ Jura nie znał nut każdą piosenkę musiał zapamiętać. Piosenki, które stawały się popularne wchodziły w pamięć innych wykonawców i miały większe szanse na przetrwanie. Te, które były mniej popularne zostawały zapominane i po dłuższym czasie sam autor nie pamietał do nich melodii. Poniżej zostały zamieszczone piosenki zapomniane lub wiersze „bez melodii” (z tłumaczeniem na język polski).
И тронется корабль, сначала потихоньку…
И тронется корабль, сначала потихоньку,
а после всё быстрей, растают берега.
И никаких тревог и никакой погони
и иней на лице и пустота в руках.
А скудная земля отвалит от сознанья
и у другого (города) мы встретимся потом
на завтрашней заре есть остров обезъяний
и дом совсем ничей на берегу пустом.
Всё будет, а пока лишь непонятный ветер
рябит морскую грудь и гонит ночь в глаза
к руке пришла рука, а я и не заметил
ты сказку не забудь, не оглянись назад.
I statek ruszy, z początku cichutko,
Potem – coraz szybciej, roztopią się brzegi.
I żadnych zagrożeń, i żadnych pościgów,
I szron na twarzy, i pustka w dłoniach.
A uboga ziemia opuści świadomość,
I w innym (mieście) spotkamy się potem
jutro o świcie będzie wyspa małp,
I dom zupełnie niczyj na pustym brzegu.
Wszystko się spełni, póki co – dziwny wiatr
marszczy pierś morza i noc w oczy gna.
Dłoń przyszła do dłoni, a ja nawet nie zauważyłem
Nie zapomnij o bajce, nie oglądaj się wstecz.

Июнь (z dedykacją Igorowi Staszewskiemu)
Как далёкий сон,
неразгаданный -
песнопенья парусов,
гомон Гавани.
По скрипящему трапу
пружиню свой шаг,
в гулком городе листья
проснуться спешат.
И мальчишка,
который
на пристани
каждое утро в четыре,
сегодня
уходит
со мной...
Будет солнечно,
будет песенно,
будут гимны ветрам
будет весело.
Поднимается в небо
шальная вода,
только мне, словно в сказке,
беда - не беда.
Ведь мальчишка,
который
на пристани
каждое утро - в четыре,
уходит
со мной
навсегда.
1971 - декабрь 1972
Jak daleki sen,
nieodgadniony –
śpiew żagli,
gwar Przystani.
Po skrzypiącym trapie
sprężyście stawiam krok,
w hucznym mieście liście
śpieszą budzić się ze snu.
I chłopiec,
który
na przystani
każdego ranka o czwartej,
dzisiaj
odpływa
ze mną…
Będzie słonecznie,
będzie pieśniowo,
będą hymny dla wiatrów,
będzie wesoło.
Unosi się ku niebu
szalona woda,
tylko dla mnie, jak w bajce,
kłopoty nie są problemem.
Przecież chłopiec,
który
na przystani
każdego ranka – o czwartej,
odpływa
ze mną
na zawsze.
1971 - grudzień 1972

Озания! Страна застывших звезд!
Озания! Страна застывших звезд!
Перловку поедает черный дрозд,
Не поняты ни палка, ни кувшин,
Асфальт под кошелапами шуршит.
И мимо пролетают напоказ
Известья, состоящие из глаз.
Тушите! Неприкаянность крива!
И даже непричастность не нова.
И лишь рассвет затеплится едва,
Как упадет с помоста голова.
Ах, "все равно"? Я этого и ждал.
Поэтому стихи свои издал
На берегу, что духом дик и прост.
Озания! Страна замерзших звезд!..
1973
Ozania! Kraj zastygłych gwiazd!
Perłówkę dziobie drozd,
Niezrozumiany ani kij, ani dzban,
Asfalt pod koszłapami szeleści.
I obok przelatują na pokaz
Wiadomiści, składające się z oczu.
Zgaście to! Bezdomność jest nieuczciwa! ???
A nawet nie branie udziału nie jest niczym nowym.
I gdy świt ledwo zacznie świtać,
Z szafotu spadnie głowa.
Ach, "wszystko jedno"? Tego właśnie oczekiwałem.
Dlatego swoje wiersze wydałem
Na brzegu, co duchem dziki jest i prosty.
Ozania! Kraj zamarzniętych gwiazd!
1973

Малыш, говорю, выручи
Малыш, говорю, выручи -
Дай стеклышек цветных горсть.
А он говорит: "Помолчи,
Ты же у меня пока гость".
Малыш, говорю, тошно здесь,
Просто больше не могу жить.
А он говорит: "Дело есть -
Двух бездомных псов накормить".
А я говорю: "Как же мне -
Вот все меня не любят и бьют?"
А он говорит: "Денег нет.
Даже на кино не дают".
Я бы, говорит, булку купил,
Чтобы поделиться с тобой,
А потом бы из кубиков дом сложил:
Хоть спи, хоть песни пой.
И пришел бы в гости и принес
В маленьком кулечке из-под конфет
Два молочных зуба, железный гвоздь
И на любой вопрос ответ.
1971
Maluchu, mówię, ratuj mnie –
Daj garść kolorowych szkiełek.
A on mi: „Bądź cicho,
Jesteś u mnie póki co gościem”.
Maluchu, mówię, mdli mnie tu,
Nie mogę tak dłużej żyć.
A on mi: „Sprawa jest –
Trzeba dwa bezdomne psy nakarmić”.
A ja mu mówię: „Co ze mną –
Wszyscy mnie nie lubią i biją?”
A on mi: „Nie ma pieniędzy.
Nawet na kino nie dają”.
Kupiłbym, mówi, bułkę,
Żeby się z tobą podzielić,
A potem z klocków zbudowałbym dom:
Śpij sobie, śpiewaj pieśni.
I przyszedłbym w gości i przyniósł
W małej torebce po cukierkach
Dwa mleczne zęby, żelazny gwóźdź
I odpowiedź na każde pytanie.
1971

Сколько шалости позволяет себе молодой бегемот
Сколько шалости позволяет себе молодой бегемот,
Сколько мудрости дарит птенцу кукушка,
Столько я позволяю тебе темноты.
Даже ночью. Подумаешь, ночь!
На плечах моих - снег.
Погаси все огни - не уснешь.
Только утром боюсь,
Что закроешь глаза,
Что устанешь от света -
И станет темно.
1960
Na ile psot pozwala sobie młody hipopotam,
Ile mądrości daruje pisklęciu kukułka,
Na tyle ciemności pozwalam Tobie ja.
Nawet w nocy. Pomyśl tylko, noc!
Na moich ramionach – śnieg.
Zgaś wszystkie światła – nie zaśniesz.
Tylko boję się, że rano
Zamkniesz oczy,
Opadniesz z sił od światła –
I stanie się ciemno.
1960
Издалека (z dedykacją Igorowi Staszewskiemu)
Когда встаёт восход седой
и птицы мёрзнут на лету,
и солнце спорит со звездой
о праве на свою мечту,
а я по склону вверх иду,
сказать по правде, я смотрю
не на снега, не на звезду,
не на январскую зарю.
Я всё равно смотрю в твои -
за тридевять земель - глаза,
и разливаются ручьи,
и возникают голоса.
И вновь поют твои слова,
и вновь звенит весенний лес
и тает, тает синева
больших предутренних небес.
1974
Kiedy budzi się siwy słońca wschód
i ptaki zamarzają w locie,
i słońce wiedzie spór z gwiazdą
o prawo do swojego marzenia,
a ja pod górę zboczem idę,
prawdę mówiąc, patrzę
nie na śnieg, nie na gwiazdę,
nie na styczniową jutrzenkę.
Ja i tak patrzę w twoje –
za siedmioma górami – oczy,
i rozlewają się strumienie,
i rozlegają się głosy.
I znów śpiewają twoje słowa,
i znowu rozbrzmiewa wiosenny las
i topi się, topnieje szarość
wielkich niebios przed budzącym się świtem.
1974

Кажется, крупнее станут звёзды
Кажется, крупнее станут звёзды,
если ты один на них посмотришь
кажется, длиннее станут годы,
если ты - улыбчивый отшельник,
если ты обманываешь время
если у тебя часы без стрелок
всё равно восходы и закаты
на лице прокладывают путь.
Может, лучше время по морщинам,
может, лучше счастье по восходам,
может, лучше ночь на серых скалах
и с рассвета на камнях - цветок
Только вот хожу я по асфальту
и считаю гладкие ступени
вечером будильник завожу.
Wydaje się, że gwiazdy staną się większe,
jeśli popatrzysz na nie sam
wydaje się, że dłuższe staną się lata,
jeśli ty – uśmiechnięty pustelnik,
oszukujesz czas,
chociaż masz zegar bez wskazówek,
wschody i zachody słońca
na twojej twarzy wytyczają szlak.
Może, czas lepiej liczyć według zmarszczek,
a szczęście według wschodów słońca,
może, noc lepiej na szarych skałach
i o świcie na kamieniach – kwiatek.
Tylko że ja chodzę po asfalcie,
i liczę gładkie stopnie,
a wieczorem nastawiam budzik.

Капитализм пригоден телу
Капитализм пригоден телу.
Душа - иною быть хотела,
Но - не внучонкой Ильича.
Наплывом яблони цветущей
Со сладкой завязью грядущей
И милующей палача.
Когда развернуты страницы
И на листах видны границы
Стихов, доносов и задач,
Мы душу отделим от тела,
Чтоб в коммунизм она хотела.
И нас помилует палач.
12 мая 1997
Kapitalizm jest wygodny dla ciała.
Dusza – chciałaby inną być,
Ale – nie wnuczką Ilicza.
Burzą kwitnącej jabłoni
Ze słodkim przyszłym zawiązkiem
Litującą się nad katem.
Kiedy otwarte są stronice
A na kartkach widoczne granice
Wierszy, donosów i zadań,
Oddzielimy duszę od ciała,
By do komunizmu chciała.
I wtedy kat nas ułaskawi.

Не плачь по мне и не жалей
Не плачь по мне и не жалей -
я сам себе спою.
В пролив погибших кораблей
несёт мою ладью.
И много-много долгих лет
до боли и до слёз
я буду помнить тихий свет
предутренних берёз.
Костёр, палатки на снегу
и песню парусов.
Я без тебя прожить смогу
не больше двух часов.
Январь 1973
Nie płacz za mną i nie żałuj mnie –
sam sobie zaśpiewam.
Moja łódź niesiona jest
w cieśninę zaginionych statków.
I przez wiele, wiele długich lat,
aż do bólu i łez,
będę pamiętał ciche światło
porannych brzóz.
Ognisko, namioty na śniegu
i pieśń żagli.
Bez ciebie nie przeżyję
dłużej niż dwie godziny.
Styczeń 1973

Над моей страной желаний
(Володе Маурину, другу Лехи,
которого не пустили в "единичку")
Над моей страной желаний
Бродят солнечные пятна.
После страхов и скитаний
Возвращаюсь я обратно.
И дымятся горизонты
Сладким дымом ожиданья.
У меня в стране желаний
Лишь одно теперь желанье.
Чтоб ходил ты не сгибаясь
От тяжелого неверья.
Чтоб тебе все улыбались
И распахивали двери.
Чтобы не было ни вздоха,
Чтоб исполнились желанья,
Чтобы был на свете Леха
И не стало расставанья.
1967
(Włodkowi Maurinowi, przyjacielowi Lecha, którego nie puścili "samego")
Nad moim krajem pragnień
Wędrują słoneczne plamy.
Po lękach i tułaczkach
Wracam z powrotem.
I dymią horyzonty
Słodkim dymem oczekiwania.
W moim kraju pragnień
Jest już tylko jedno pragnienie.
Żebyś chodził, nie garbiąc się
Od ciężkiej niewiary.
Żeby wszyscy się do ciebie uśmiechali
I otwierali przed tobą drzwi.
Żeby nie było ani jednego westchnienia,
Żeby spełniły się pragnienia,
Żeby był na świecie Leszek
I żeby nie było rozstania.
1967

Откроется дверь и ветра зашумят
Откроется дверь и ветра зашумят,
В шершавых ладонях вскипит звездопад.
Накатит волна. Захохочет прибой.
Отхлынет волна. Позовет за собой.
Все руки свои распахну. И шагну
Прибой-сатану в темноте обниму.
По отмелям лунным уйду к островам,
К звенящим лагунам, к тугим парусам.
В двенадцать открытий, в двенадцать морей
Летите двенадцать фрегатов, скорей...
Otworzą się drzwi i wiatry zaszumią,
W szorstkich dłoniach zagotuje się deszcz gwiazd.
Nadbiegnie fala. Zaśmieje się przybój.
Fala opadnie. Zawoła za sobą nas.
Otworzę szeroko ręce. Zrobię krok
Szatański przybój obejmę w ciemności.
Po księżycowych mieliznach odejdę ku wyspom,
Do dźwięczących lagun, do napiętych żagli.
Ku dwunastu odkryciom, ku dwunastu morzom
Niech dwanaście fregat płynie, jak najszybciej...

Интересное кино
Интересное кино:
к пайке хлеба пайка масла
и внутри свеча погасла
и снаружи всё темно.
Интересный разговор
кто, кого, когда и сколько
в койке ветрено и скользко
и под койкой никого.
Ночь не сдвинется никак,
видно, некому и нечем,
незачем, раз так я вечен
к горлу тянется рука.
Ciekawy film:
do pajdy chleba kawał masła
i w środku świeca zgasła
A na zewnątrz czarna noc.
Ciekawa rozmowa:
kto, kogo, kiedy i ile razy
w koji wietrznie i ślisko
a pod koją nie ma nikogo.
Noc nie ustąpi,
widocznie, nie ma kto ani czym,
nie ma po co, skoro już jestem wieczny,
do gardła unosi się ręka.

Картинка – ночь бежит в рассвет
Картинка - ночь бежит в рассвет,
Травинку - боль не замечает,
Сама себя не узнает,
Меня совсем не признает
И ничего не знает.
А в желтой пене вечеров,
Уже успевшей скрыться,
Таится след ничейных слез,
Томится слабый свет.
Картинка-ночь, остановись,
Меня чуть-чуть послушай,
Царевной снов моих побудь,
Рукой слегка коснись...
А ночь бежит; ей далеко,
Ей все равно...
Я сделаю себе коня,
Картинку-ночь порву...
По ошалелым городам
Помчится всадник мой...
И ничего, и никого,
Лишь одинокий странник
Пересечет мою тропу
И встретится не мне...
1963-1964
Obrazek - noc ucieka w brzask,
Źdźbła trawy - ból nie zauważa,
Sama siebie nie poznaje,
Do mnie w ogóle się nie przyznaje
I nie wie nic.
A w żółtej wieczorów pianie,
Co już zdążyła się ukryć,
Jest ślad niczyich łez,
Męczy się słabe światło.
Obrazku nocy, zatrzymaj się,
Posłuchaj mnie choć trochę,
Bądź księżniczką moich snów,
Muśnij lekko ręką...
A noc pędzi; ma daleko,
Jej wszystko jedno...
Zrobię sobie konia,
Porwę obrazek nocy...
Przez oszalałe miasta
Pomknie jeździec mój...
I nic, i nikt.
Tylko samotny wędrowiec
Przetnie moją ścieżkę
I spotka się – nie ze mną...
1963-1964

Лагуны, лагуны, коралловый смех (z dedykacją Н.А.)
Лагуны, лагуны, коралловый смех,
я отмели лунные вижу во сне.
Двенадцать открытий, двенадцать морей,
двенадцать шагов по квартире моей.
(Откроется дверь, и ветра зашумят,
в шершавых ладонях вскипит звездопад.
Накатит волна. Захохочет прибой.
Отхлынет волна. Позовёт за собой.
Все руки свои распахну. И шагну.
Прибой-сатану в темноте обниму.
По отмелям лунным уйду к островам,
к звенящим лагунам, к тугим парусам.)
И падают руки, и трудно начать.
Я завтра к лагунам хочу убежать.
(В двенадцать открытий, в двенадцать морей
Летите, двенадцать фрегатов, скорей)
Снежинки забились в ресницы ко мне.
Вы хоть бы приснились, лагуны, во сне...
зима 1959 г.
Laguny, laguny, koralowy śmiech,
W snach widzę księżycowe mielizny.
Dwanaście odkryć, dwanaście mórz,
dwanaście kroków po moim mieszkaniu.
(Drzwi się otworzą, i wiatr zaszeleści,
deszcz gwiazd zagotuje się w moich szorstkich dłoniach.
Nadejdzie fala. Zachichocze przybój.
Fala opadnie. Wezwie cię.
Rozłożę szeroko ramiona. I zrobię krok.
Obejmę szatański przypływ w ciemności.
Po księżycowych płyciznach odejdę na wyspy,
ku dzwoniącym lagunom, ku napiętym żaglom.)
Ręce mi opadają, i trudno zacząć.
Jutro chcę uciec na laguny.
(Do dwunastu odkryć, do dwunastu mórz
Lećcie, dwanaście fregat, szybciej)
Płatki śniegu wplątały się w moje rzęsy.
Ech laguny, mogłybyście przyjść do mnie
przynajmniej we śnie...
zima 1959 r.

Нас ждет небритая гора
Нас ждет небритая гора
И неба красного лоскут.
Нас ждут соленые ветра
И чайки тоже ждут.
А мы придем, а мы придем -
Придем и сразу упадем.
И будем долго, долго пить
Сырой, холодный кремнезем.
Давай, ребята, веселей -
Ведь наша песня весела.
Нас ждут, ребята, не в селе,
А там, где нет села.
А мы придем, а мы придем -
Придем и сразу упадем.
И будем долго, долго пить
Сырой, холодный кремнезем.
Ударим краешком души
По струнам солнечных лесов
И вздрогнут в речке камыши
От хриплых голосов.
А мы придем, а мы придем -
Ведь нет на свете дальних стран.
И только падает туман
Росой в холодный кремнезем.
Июнь 1959
Czeka na nas nieogolona góra
I kawałek czerwonego nieba.
Czekają na nas słone wiatry
I mewy też krzemień.
A my przyjdziemy, a my przyjdziemy –
Przyjdziemy i od razu upadniemy.
I będziemy długo, długo pić
Surowy, zimny krzemień.
Dawajcie chłopaki, weselej –
Bo nasza piosenka jest wesoła.
Czekają na nas, chłopcy, nie we wsi,
Lecz tam, gdzie nie ma wsi.
A my przyjdziemy, a my przyjdziemy –
Przyjdziemy i od razu upadniemy.
I będziemy długo, długo pić
Surowy, zimny krzemień.
Uderzymy skrawkiem duszy
W struny słonecznych lasów
I zadrżą w rzece trzciny
Od ochrypłych głosów.
A my przyjdziemy, a my przyjdziemy –
Bo nie ma na świecie dalekich krain.
I tylko opada rosą mgła
W zimny krzemień.
Czerwiec 1959


Treści powiązane: Jurij Ustinow: piosenka autorska | Katalog piosenek Jurija Ustinowa | Plamka słonecznego światła | Album rodzinnych fotografii | Rondo dla Koriażki | Wrogowie Tropy | Dusze zabawek | Bez melodii: 1/ 2/ 3/
Linki zewnętrzne: Ostatnie konto Jury na Telegramie | „За того парня” – blog poświęcony Tropie na livejournal.com | Archiwum filmów TROPY na YouTube | Archiwum utworów w wykonaniu Jurija Ustinowa u Iriny Slesariewej (Ирина Слесарева) | Wiersze i słowa piosenek Jurija Ustinowa na bards.ru | „Niezamietki” – twórczość literacka Jurija Ustinowa na samlib.ru | Obszerne archiwum tekstów piosenek Jury na bard.ru | Teksty piosenek na lib.ru
